Wspomnienia s. Klary Jaroszyńskiej #6

***

W kraju dzieciństwa c.d.

 

Młodsi dziedziczyli po starszych ubranka, konie i pomysły szaleńczych zabaw.

„Różne zabawy były nam przekazywane przez starsze rodzeństwo. W roku 1921…”- jedyna data, jaką Marysia podaje, a więc o znaczeniu pewnie historycznym. Posłuchajmy, co też się wtedy wydarzyło. „W roku 1921 okazało się…, że dorośliśmy do zabawy na stertach słomy. Były to karkołomne zjazdy, na które z początku starsi się tylko odważali.

Od lewej: „Madamcia” (Eliza Garland, bona, Francuzka, u Fedorowiczów od 1908 r. do 1937 r.), Aniela, Olga, Ali, Maria i Tadeusz.

Ali o półtora roku młodszy od Marysi, mógł przeżywać emocje przy stole, że weźmie ona za dużo hiszpańskiego tortu z półmiska i dla niego niższego w stołowej hierarchii już nie starczy. Kiedyś już jako dorosły opowiadał, jak to wołał do „Madamci”, gdy nakładała leguminę Marysi: „Peu! Peu!, a potem: „Pour moi beaucoup, beaucoup!”, natychmiast mógł imponować o dwa lata młodszej Anielci.

„Ali i Marysia świetnie łazili po drzewach, a ja zawsze podle”- wyznaje pokornie. Albo kiedy się szło do stacji w Bogdanówce po szynach kolejowych: „Dla mnie to było trudne. Ali to robił dużo lepiej, nawet biegał po szynach. To była cała teoria tego chodzenia (…)”- mówi Anielcia i wyjaśnia arkana zawiłej sztuki. A na kładce na rzeczce: „Deski się ruszały, a ja się trochę bałam przez nią przechodzić, a chłopcy stawali na jednym końcu, przeskakiwali deskę i kołysali ją, a ja krzyczałam”. Potem zresztą pomagali małej, ale tam, gdzie są chłopaki, trochę tego typu emocji musiało być.

A gra w tenisa i Alego serwy nie do pojęcia, a umiejętność pływania najpierw w rzeczce przy grobli w miejscu pogłębionym na zimochów, a potem w Adriatyku, gdy byli na wakacjach w Raguzie, a brawurowe zjazdy na nartach.

Rodzinne wakacje. Ali w Dubrowniku na Petce (Jugoslawia). Czerwiec 1927 r.

Przy tych wszystkich imponujących osiągnięciach braciszka któż mógł zważać na jego rozwój duchowy. Marysia wprawdzie coś i z tych rzeczy sobie przypomina. To było pierwszego roku ich pobytu w Kamionkach, kiedy to „tyle było źrebaków, a Dyzio zjadł Alemu beret, a inne znowu rozwiązały nam sznurowadła. Jakoś wtedy okazała się pobożność Alego. Pewnie po jego pierwszej komunii świętej. Potem już było wiadomo, że Ali będzie księdzem, ale to nie zmieniło w niczym normalnego trybu życia”.

Więcej niż rodzeństwo widzieli dorośli. Najpierw przyjrzał się Alemu tato, jak tylko mu go akuszerka pokazała. Nie wiadomo co odczuł i jak mu serce zabiło na widok ósmego potomka. Był to człowiek wesoły i z fantazją. Wiadomo tylko, że zawołał starsze dzieci: „Chodźcie, zobaczcie słonia”.  Dziecko bowiem było duże i odznaczało się wielkim nosem.

Dostało imię ojca, ale matka przestrzegała, żeby używane zdrobnienie było polskie. Nie Sasza, jak ojciec, syn Rosjanki z pochodzenia, lecz Ali. Matka była Kraińska z domu, Polka. Bez przesady i szowinizmu strzegła jednak swojego polskiego dziedzictwa.

Potem Alemu przyglądała się jego pierwsza niania, Marynka Jaciuk. Był on – jak powiada – dużym, tłuściutkim i bardzo spokojnym dzieckiem i cierpiał na skazę białkową. Trochę go pewnie młoda niania przekarmiała nabiałem. Józia Górska, druga opiekunka dzieci, pamięta, że jak pierwszy raz po nich posłała, to Ali wtedy „był mały chłopczyk, taki grubasek, włoski miał jasne, długie z grzywką i był bardzo spokojniutki i nieśmiały”. I już tak każdy potem będzie go pamiętał. Ali wyrośnie, wysmukleje, włosy mu pociemnieją, ale zawsze będzie spokojny, nieśmiały, łagodny. Wesoły również, ale z jakimś cieniem powagi.

Rodzeństwo. Złote wesele dziadków Kraińskich w Jabłonce w 1922 r.

Potem przylgnie do niego to, że zostanie księdzem. Zwłaszcza służba, która bardzo kochała spokojnego i grzecznego chłopczyka, tak o nim zawsze mówiła. Sam Ali uważał to za naturalne.

Potem pierwsi nauczyciele zaczną chłopca szacować jego zdolnościami. Wydają się one dość duże. Chłopczyk jest pojętny, umie całą biblijkę i katechizm na pamięć, łatwo się uczy czytać i pisać. Zdolności są jednak nieco przeceniane, być może dlatego, że zawsze były dobre wyniki nauczania. Niania przecież przyglądająca się chłopcu wytrwale i z zawziętością uczącemu się, uważała go za mniej zdolnego od rodzeństwa. Ale to już będą inne sprawy, już nie należące do dzieciństwa.

cdn.