Wiersz powstał 8 grudnia 1942 r. w Głębokiej, k. Jarosławia, gdzie ks. Aleksander przebywał w majątku wujostwa Kraińskich. Trwała wojna. W wysłanym z Głębokiej pod koniec 1940 r. liście do Stefana Świeżawskiego (w późniejszych latach światowej sławy historyka filozofii średniowiecznej i nowożytnej, przyjaciela Jana Pawła II i ks. Alego z czasów studiów filozoficznych we Lwowie 1925-27), pisał:
„W pierwszych dniach maja pojechałem z moimi Rodzicami, Drusiem, Marysią, Anielcią i moją Babką na tę stronę*. Kilka miesięcy przeleżałem na skutek komplikacji po szkarlatynie, którą jeszcze we Lwowie przechodziłem. Teraz jestem zdrów i myślę o skończeniu teologii. (…) Życie jest teraz trochę smutne, ale jest także nieporównywanie piękniejsze i większe, niż było przed wojną przez wielkość zmagania, wielkość ofiary i cierpienia. Mam nadzieję, że choć wojna niewątpliwie zdynamizuje dobro do tego napięcia, jakie było u pierwszych chrześcijan, i wtedy dopiero warto będzie żyć. Zaczniemy czytać listy św. Pawła tak, jakby były do nas pisane i zrozumiemy, co znaczy Vivere mihi Christus est mori lucrum”.*
* Chodzi o stronę niemiecką. Fedorowiczowie przekroczyli granicę radziecko – niemiecką w Przemyślu 8 maja 1940.
* Żyć to Chrystus a umrzeć to zysk.
Pomimo wojennej tułaczki, utraty majątku, niepewności jutra, czy braku informacji o losach niektórych członków rodziny, ks. Aleksander potrafił dostrzec piękno tego świata, także (a może przede wszystkim) przez pryzmat „wielkości ofiary i cierpienia”. „Życie teraz jest nieporównywalnie większe…” Powstał piękny wiersz, z iście franciszkańską wrażliwością ślący dziękczynienie Stwórcy za Jego stworzenie. Dziękuj Bogu…
***
Dziękuj Bogu
Dziękuj Bogu za to,
że dał słońcu złote promienie,
jaskółkom czarne skrzydełka,
a fiołkom czarowny zapach.
Dziękuj Mu za każdy płatek róży w brylanty rannej rosy przybrany,
za to, że dał zazulce czerwony nakrapiany pancerz,
że w burzy zaklął tchnienie swojej potęgi,
a błyskawicę związał z grzmotem.
Dziękuj za wiatr, który wieje na «Czarnym Szlaku»,
za kości, które w kurhanach próchnieją
i za futory Czahar spowite kwitnącymi wiśniami…
brzękiem pszczół…
i zapachem miodu…
Dziękuj za czarne noce i za stepowe mogiły,
które strach przystroił w upiory i syromachy,
za noce gwiaździste, upalne i mroźne,
za dnie słoneczne, burzliwe i słotne
i za to, że ci dał duszę wrażliwą na piękno.
Pamiętaj, że stworzył to wszystko z nicości
dla chwały swojej
a twojego szczęścia.
I dlatego składaj Mu daninę uwielbienia
od pól i lasów…
stepów i mórz…
od śniegów i lodów…
które się palą na szczytach gór o zachodzie słońca.