Siostra Franciszkanka Służebnica Krzyża Klara Jaroszyńska towarzyszyła księdzu Alemu do samego końca… Opiekowała się nim w szpitalu i w domu parafialnym, gdy śmiertelnie chory oddawał się całkowicie Bogu i ludziom, którzy go nadal tłumnie odwiedzali. Wspomnienia siostry, które publikujemy już od dłuższego czasu, są cennym wkładem w pielęgnowaniu pamięci o kapłanie. Zachęcamy do lektury od pierwszego wpisu. Znajdziecie tu również wiele unikalnych zdjęć. S. Klara została uhonorowana tytułem „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata” i Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.
***
Ludzie. cd.
Ci, co go dłużej znali, przywykli do jego szczególnego savoir vivre’u i sposobu bycia. Nowicjuszy to zaskakiwało. Jeden z takich „nowych” pisze: „Do zakrystii, w której ksiądz Ali się rozbierał po Mszy świętej, zaszedł jakiś bardzo podejrzanie wyglądający mężczyzna, a ksiądz jeszcze w albie wyszedł mu naprzeciw ze słowami: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. Dzień dobry panu… Czym mogę służyć?” Czym mogę służyć?” – ten uprzejmy zwrot zadziwił obserwatora, a przecież tak było zawsze. I nigdy nie słyszało się słów: „Nie mam teraz czasu, niech poczeka!”
„To nie ludzie na mnie, to ja na nich mam czekać.” – mówił i przerywał każdą pracę, odkładał niedokończony posiłek, wstawał i szedł każdemu na spotkanie ze swoim miłym uśmiechem i słowami: dzień dobry panu, dzień dobry pani. Dzień dobry, czym mogę służyć?

Wszyscy są przy stole. Przez okno mignęła dziwacznie przebrana kobieca postać. Pomylona, trochę „wariatka”, jak to się na wsi mówi. Ksiądz natychmiast wstaje, idzie do progu – robi tak zawsze, gdy przez okno dojrzy kogoś zbliżającego się. Może przed chwilą w ten sposób witał księdza biskupa czy pana profesora albo pana zduna, który przyszedł załatwić jakiś interes. Teraz wita ową pomyloną, prosi serdecznie do stołu, sadza przy sobie obok tego, tego i tego, z tytułem i bez, sam przynosi talerz z kuchni, nalewa zupę…
„Kiedyś w powszedni dzień z rana – pisze jedna z laskowskich sióstr – wybrałam się z Lasek, niby spokojnych, ale z gwaru spraw i pracy do Izabelina, żeby się pomodlić w cichości i odprężyć. Schowałam się gdzieś za słupek w kościele, ale zamiast się uciszyć jeszcze się więcej rozdrażniłam. Do kościoła wszedł ksiądz proboszcz, ukląkł. Po chwili jakoś widać mnie dostrzegł, bo wstał, podszedł do mnie i zapytał, czy czego nie chcę od niego? Czy nie chcę, żeby mi powiedział konferencję?”
Siostra była dość zaskoczona tą propozycją. Ale konferencja została jednak wygłoszona, dla niej jednej. O krzyżu i Mszy świętej. O czym innym mógłby mówić? Dostała w niej odpowiedź na wszystkie „rozdrażnienia”, choć przecież nic o nich nie mówiła. I czuła się tak przez wszystkich nierozumiana.
Wróciła do domu uspokojona. A opowieść swoją tak kończy: „Bo ksiądz proboszcz żył pokojem i umiał ludziom dawać pokój duszy. Był prosty i zwyczajny, i uczył, żeby być prostym i zwyczajnym we wszystkim”.
Prostota? Niemały dar. A do tego jeszcze i pokój duszy. Nie tylko ta siostra go otrzymała, jak i nie tylko ona jedna doznawała „rozdrażnień”.
cdn.