Wspomnienia s. Klary Jaroszyńskiej #17

Siostra Franciszkanka Służebnica Krzyża Klara Jaroszyńska towarzyszyła księdzu Alemu do samego końca… Opiekowała się nim w szpitalu i w domu parafialnym, gdy śmiertelnie chory oddawał się całkowicie Bogu i ludziom, którzy go nadal tłumnie odwiedzali. Wspomnienia siostry, które publikujemy już od dłuższego czasu, są cennym wkładem w pielęgnowaniu pamięci o kapłanie. Zachęcamy do lektury od pierwszego wpisu. Znajdziecie tu również wiele unikalnych zdjęć. S. Klara została uhonorowana tytułem „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata” i Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

***

Ludzie. cd.

Ci, co go dłużej znali, przywykli do jego szczególnego savoir vivre’u i sposobu bycia. Nowicjuszy to zaskakiwało. Jeden z takich „nowych” pisze: „Do zakrystii, w której ksiądz Ali się rozbierał po Mszy świętej, zaszedł jakiś bardzo podejrzanie wyglądający mężczyzna, a ksiądz jeszcze w albie wyszedł mu naprzeciw ze słowami: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. Dzień dobry panu… Czym mogę służyć?” Czym mogę służyć?” – ten uprzejmy zwrot zadziwił obserwatora, a przecież tak było zawsze. I nigdy nie słyszało się słów: „Nie mam teraz czasu, niech poczeka!”

„To nie ludzie na mnie, to ja na nich mam czekać.” – mówił i przerywał każdą pracę, odkładał niedokończony posiłek, wstawał i szedł każdemu na spotkanie ze swoim miłym uśmiechem i słowami: dzień dobry panu, dzień dobry pani. Dzień dobry, czym mogę służyć?

Ks. Aleksander z parafianami przed izabelińską plebanią.

Wszyscy są przy stole. Przez okno mignęła dziwacznie przebrana kobieca postać. Pomylona, trochę „wariatka”, jak to się na wsi mówi. Ksiądz natychmiast wstaje, idzie do progu – robi tak zawsze, gdy przez okno dojrzy kogoś zbliżającego się. Może przed chwilą w ten sposób witał księdza biskupa czy pana profesora albo pana zduna, który przyszedł załatwić jakiś interes. Teraz wita ową pomyloną, prosi serdecznie do stołu, sadza przy sobie obok tego, tego i tego, z tytułem i bez, sam przynosi talerz z kuchni, nalewa zupę…

„Kiedyś w powszedni dzień z rana – pisze jedna z laskowskich sióstr – wybrałam się z Lasek, niby spokojnych, ale z gwaru spraw i pracy do Izabelina, żeby się pomodlić w cichości i odprężyć. Schowałam się gdzieś za słupek w kościele, ale zamiast się uciszyć jeszcze się więcej rozdrażniłam. Do kościoła wszedł ksiądz proboszcz, ukląkł. Po chwili jakoś widać mnie dostrzegł, bo wstał, podszedł do mnie i zapytał, czy czego nie chcę od niego? Czy nie chcę, żeby mi powiedział konferencję?”

Siostra była dość zaskoczona tą propozycją. Ale konferencja została jednak wygłoszona, dla niej jednej. O krzyżu i Mszy świętej. O czym innym mógłby mówić? Dostała w niej odpowiedź na wszystkie „rozdrażnienia”, choć przecież nic o nich nie mówiła. I czuła się tak przez wszystkich nierozumiana.

Wróciła do domu uspokojona. A opowieść swoją tak kończy: „Bo ksiądz proboszcz żył pokojem i umiał ludziom dawać pokój duszy. Był prosty i zwyczajny, i uczył, żeby być prostym i zwyczajnym we wszystkim”.

Prostota? Niemały dar. A do tego jeszcze i pokój duszy. Nie tylko ta siostra go otrzymała, jak i nie tylko ona jedna doznawała „rozdrażnień”.

cdn.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.