Wspomnienia s. Klary Jaroszyńskiej #24

 

***

Ludzie. cd.

Miłosierdzie. To było to, czego Ksiądz najbardziej pragnął, najgoręcej wyczekiwał. Słowem tym żył w dniach konania. „Módlcie się o miłosierdzie Boże nade mną – mówił błagalnie – nie o zdrowie, nie o zmniejszenie cierpień, ale o miłosierdzie!” A przecież dla określenia stosunków z ludźmi słowa tego używał niechętnie. Tak często było on nadużywane, tak często oznaczano nim nie zwykłą braterską powinność, ale wręcz próby, żeby Boga i siebie oszukać, dając miłosierne ochłapy zamiast pełni miłości.

A przy tym tak dużo pytań: ile? i komu?

Komu? Potrzebującemu? Ale dlaczego on potrzebuje? Nieszczęśliwiec, pechowiec, próżniak czy też niedołęga? A może po prostu oszust? Niepotrzebne pytania. Ksiądz często mówił w konfesjonale, czy na konferencjach: miej oczy otwarte na każdego. Mów „fiat” na każdą godzinę, na każdą chwilę. Mów nieustannie „amen”. Miej oczy otwarte!” Wtedy dopiero można zobaczyć i komu, i ile, i jak. Oszust, próżniak, niedołęga, pijak, niespełna rozumu – może i tak. „Nikt niczyjej biedy nie zna” – mówił młody Kapłan jeszcze w Tywonii, i ludzie dotąd to pamiętają.

W Tywonii była mała, debilna dziewczynka – Staszka. Przez wiele wieczorów Ksiądz uczył ją czytać. Czy nauczył ją? Czy było możliwe ją nauczyć? – nie wiadomo. Dziewczynka była szczęśliwa, to na pewno. Dukała sobie nieporadnie elementarzowe zdanka, siedząc obok dużego, dobrego Księdza i czuła, że jest taka jak inne dzieci, może nawet ważniejsza.

Rodzice Staszki po dwudziestu latach, gdy dowiedzieli się o śmierci Księdza – płaczą. Wiele zatarło się już im w pamięci, ale tego jednego nie zapomną, że był ktoś, kto rozumiał, że ich nieszczęśliwe dziecko warte było miłości i szacunku tak jak każdy.

Przystanek autobusowy w Laskach. Wiele ciekawych i ważnych osób na nim stoi. Laski nie byle kogo pociągają do odwiedzin. Stoi niewidomy, niedorozwinięty chłopiec z zakonnicą. Nadchodzi ksiądz Ali. Rozejrzał się, podchodzi do tej właśnie grupki i zaczyna prostą, poważną rozmowę. Ani cienia „zniżania się do poziomu”, ani tej łaskawej pobłażliwości tego „lepszego”. Zwyczajnie, człowiek z człowiekiem. Chłopak opowiada z ożywieniem, zainteresowaniem, nie wydaje się wcale taki głupi, jakim był przed chwilą. Bo to była tajemnica rozmów Księdza z ludźmi, że każdy z nich stawał się ciekawszy, lepszy, mądrzejszy, Ujawniał to, co w nim wartościowe, choć może ukryte.

cdn.