16 czerwca – urodziny księdza Alego

Dzisiaj obchodzimy 106. rocznicę urodzin pierwszego proboszcza naszej parafii 🙂🎂

W telegraficznym skrócie przypomnijmy sobie Jego życiorys.

Aleksander Antoni Maria Fedorowicz  urodził się 16 czerwca 1914 r. w Klebanówce na Podolu w rodzinie ziemiańskiej. Rodzina cieszyła się bogatymi tradycjami patriotycznymi, była zaangażowana społecznie i politycznie w życie ówczesnej wielonarodowej wspólnoty. Święcenia kapłańskie diakon Ali przyjął 15 listopada 1942 r, a w 1945 r. na zaproszenie swojego brata ks. Tadeusza przyjechał do Zakładu dla Niewidomych w Laskach. 15 lipca 1951 r.  został proboszczem nowej parafii w Izabelinie. Posługę tę pełnił aż do śmierci 15 lipca 1965 r. Zasłynął nowatorskim podejściem do liturgii już na wiele lat przed Soborem Watykańskim II, budowaniem rodzinnej wspólnoty parafialnej opartej na miłości, szacunku i odpowiedzialności za drugiego człowieka, ubóstwem materialnym, pokorą, skromnością i promiennym uśmiechem 🙂. Żył i umarł w opinii świętości.

 

Z okazji urodzin ks. Alego mamy dla Was (symboliczny i nie tylko – szczegóły na samym końcu tekstu) prezent – „dzień” z życia izabelińskiej parafii opowiedziany z dużą dawką poczucia humoru i odrobiną uszczypliwości 😉  przez s. Annę Bielawską, franciszkankę, świadka codziennego życia Księdza.

***

rys. A. Czunikin- Krasowicka


Przypomnijmy, że domownicy domu parafialnego to był Ksiądz i trzy siostry. Ksiądz uważał, że siostry są po to w parafii, żeby być z ludźmi, a na takie zajęcia, jak gotowanie czy sprzątanie, to szkoda czasu. Szczególnie nie lubił gdy mnie zastał przy takiej robocie. Wtedy zawsze słyszałam: „Po co to robić?” – bo Ksiądz chciał, żebym jak najwięcej chodziła do ludzi. Toteż jeśli musiałam kiedyś gotować lub sprzątać, zawsze robiłam to tak, by Ksiądz tego nie widział.

Pewnego razu zamiotłam pokój i ścierałam kurz ze stołu i nie zauważyłam, że Ksiądz idzie. Oczywiście, spodziewałam się wymówek. Ksiądz wszedł do pokoju niosąc w jednej ręce naręcze teczek z papierami, w drugiej maszynę do pisania i z tym swoim szczególnym przekornym uśmieszkiem powiedział: „Ja bardzo lubię porządek i dlatego tu przyszedłem, bo u siebie tak już nabałaganiłem, że wytrzymać nie mogę.”

Nie było umowy ani żadnej mowy o utrzymaniu sióstr w parafii. Zgromadzenie nas też nie zaopatrzyło w pieniądze, więc kiedyś z pieniędzy Księdza kupiłam coś dla jednej z sióstr. Kiedy powiedziałam o tym Księdzu Proboszczowi, usłyszałam: „Niech siostra nigdy mnie o takie rzeczy nie pyta, bo przecież siostry także na te pieniądze pracują i to nawet jeszcze ciężej niż ja.”

Siostry traktował Ksiądz jako równorzędnych pracowników, a często przejawiał troskę o ich zdrowie i siły. Kiedyś, w okresie już dość zaawansowanej choroby nowotworowej targowaliśmy się o to, kto jaką robotę wykona. Ksiądz rozstrzygnął sprawę krótko: „Siostra jest zdrowa, ale słaba, a ja jestem chory, ale silny.”

Innym razem w upalne popołudnie trzeba było szybko uprzątnąć deski, które wywrotką zwieziono nam na podwórze. Ksiądz zostawił gości – swoją Mamę i jeszcze kogoś – i przyszedł mi pomagać. „Ali, to nie dla ciebie ta robota” – upomniała go p. Fedorowiczowa. ” – Tym bardziej nie dla siostry” – odparł dość szorstko i deski sprzątaliśmy oboje.

Na wieczerzę wigilijną zapraszaliśmy wszystkich samotnych w parafii. Ks. Proboszcz z każdym dzielił się opłatkiem, wypowiadając życzenia. Ja sama starałam się wymigać od tych życzeń bo tego nie lubiłam i Ksiądz wiedział o tym. Mimo wszystko życzeń nie uniknęłam, ale Ksiądz zrobił to bezboleśnie, bo powiedział z humorem: „A ja wiem, siostra Anna to by sobie najbardziej życzyła, żebym ja jej pożyczył z 10 tysięcy i potem się nie upominał.”

Ksiądz mieszkał w swoim „gołębniku” nawet, gdy był już bardzo chory. Rozumiejąc dobrze, że Ksiądz czuje się tam najlepiej, nie nalegałam, by przeniósł się na dół. Ale gdy jedna z lekarek, która odwiedziła Księdza, zrobiła mi bardzo ostrą uwagę, jak ja mogłam dopuścić do tego, by Ksiądz leżał „w takiej norze”, musiała użyć podstępu i powiedziała, ze to dla sióstr będzie wygodniej, jeśli się Księdza przeniesie. Wtedy przeniósł się na dół natychmiast.

Gdy w 1955 r. przybył do parafii w charakterze rezydenta ks. Bronisław D., Ksiądz Aleksander zwołał słynne „zebranie pracowników” (czyli trzech sióstr i ks. Bronisława). Była to rzecz u nas niespotykana, więc bardzo intrygująca. Ksiądz Proboszcz bez żadnych wstępów oznajmił, że „siostry nie są po to w parafii, aby kręcić się koło księży i wobec tego od jutra ty, Bronek sprzątasz u siebie, ja sprzątam u siebie, a siostry jak chcą to niech sobie sprzątają u siebie.” Na tym zebranie się zakończyło.

Następnego dnia widzimy przez okno, co się dzieje. Ks. Bronek otwiera swój pokój (stara kuchnia z drzwiami wprost na dwór), zamiata, trzepie sukna. Także ks. Aleksander trzepie sukna przez okno swojego pokoju. Na trzeci dzień znów to samo. Ale czwartego dnia już tylko Bronek sprząta i trzepie sukna, natomiast u Proboszcza na górze nic się nie dzieje. I tak już było codziennie.

Po kilku dniach zamiatałam na dole pod pokojem księdza i otworzyłam drzwi prowadzące do pokoju na górę. Na schodach było pełno piasku, a nawet już pajęczyny, więc mówię głośno z dołu: „Może ja bym chociaż te schody zamiotła?” Flegmatyczna odpowiedź z góry: „Te schody już należą do mnie.” – „Ale tu jest tak brudno, że już patrzeć nie można!” A na to Ksiądz: „Jak będę uważał za stosowne, to pozamiatam.” Wesoło!

Ksiądz chętnie włączał się w prace fizyczne. Raz nawet skończył obiad gotować i podał go gościom. Była pani Fedorowiczowa i z nią jeszcze jacyś goście. Dwie siostry musiały wyjechać, a ja zostałam sama w domu i musiałam ugotować obiad. Zbliżała się godzina, kiedy dzieci miały przyjść na lekcje, a ja dopiero nastawiałam kartofle. Idę więc do Księdza Proboszcza i mówię: „Ksiądz Proboszcz będzie musiał pójść dzieci uczyć, bo ja muszę obiad gotować.” – „O, to ja wolę obiad gotować a siostra niech idzie na lekcje.” Ja też wolałam zostać w kuchni, ale wiedziałam, że Ksiądz nie ustąpi, więc tylko pomyślałam: „Dobrze, już ja sobie wyobrażam, jaki to będzie obiad – przecież wiadomo, że żaden mężczyzna nie potrafi odlać kartofli i kartofle znajdą się w wiadrze z brudną wodą – i taki to będzie obiad.”

Po dwóch godzinach wracam i przede wszystkim zaglądam do wiadra z brudną wodą: kartofli nie ma. Zaglądam z kolei do pokoju: goście mają bardzo zadowolone miny, a że już po obiedzie, poznać to w kuchni, gdzie brudnych garnków narozstawiane jak po weselu. Ale przecież nie dam nic poznać po sobie i nie zapytam Księdza, jak sobie poradził z odlaniem kartofli.

Wieczorem wynikła jakaś rozmowa na temat tego obiadu i wtedy już nie wytrzymałam: „A jak Ksiądz Proboszcz poradził sobie z odlaniem kartofli?” – „O, ja ich wcale nie odlewałem.” – „A jak?” – „A łyżką powyjmowałem.”

Tym razem okazał więc swoją stanowczość, wobec której musiałam ustąpić, chociaż według niektórych Ksiądz Proboszcz trochę się mnie bał. Kiedyś sam nawet powiedział do jednej z sióstr” „Jak to dobrze, że siostra Anna tak to wszystko trzyma, bo przy mnie to już by się to wszystko dawno rozlazło.”

Najważniejszą sprawą łączącą nas wszystkich były wspólne troski o ludzi. Ale czasem zdarzały się sytuacje tragikomiczne. Zaprosił Ksiądz kiedyś kapucyna z prelekcją dla kobiet. Ksiądz chciał, żebym i ja tego posłuchała, bo potem będę mogła pomóc i ewentualnie wytłumaczyć kobietom ich trudności. Poszłam – było kilka kobiet, ale i jeden mężczyzna. Kapucyn mówił w sposób tak drastyczny, że byłam wściekła. Ksiądz się zorientował, jaki charakter miała ta prelekcja. Mieliśmy oboje poczucie niesmaku i wobec tego nienajlepsze humory. Akurat s.Genowefa oddała mi zapasowy kluczyk od tabernakulum, do którego dorobiła ładny napis obszyty kliszą. Oddałam to Księdzu. A on, chcąc rozładować moje napięcie, powiedział przymilnie:

„O, to pewnie siostry z Lasek tak to ślicznie zrobiły!” A ja tym samym tonem i z naciskiem: „To nie siostry z Lasek, tylko Siostry z Izabelina tak ślicznie zrobiły.” A Ksiądz wtedy: – A siostra to się pewno uczyła pokory u tego ojca, co to pojechał!

No i rzeczywiście – atmosfera się rozładowała, bo ile nas tam było, wszyscy zaczęli się śmiać.

***

Te i inne (mniej lub bardziej zabawne) historie z życia ks. Alego możecie przeczytać w wydanej przez fundację książeczce „Nadzwyczajnie zwyczajny” autorstwa s. Anny Bielawskiej. Z okazji urodzin Księdza dla pierwszych pięciu osób, które napiszą do nas na kontakt na blogu mamy książeczki gratis. 🙂

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.