Był jak ten powszedni, czarny bochen chleba…

Dzisiaj publikujemy świadectwo s. Deodaty Walkiewicz, bardzo osobiste i szczere zarazem. Wiele by można pisać o księdzu Aleksandrze, ale zawsze najbardziej przemawiają słowa świadków,  współuczestników życia tego niezwykłego Kapłana. Zapraszamy do lektury.

*

Wspomnienia o śp. Księdzu Proboszczu

Cieszę się, że mam okazję napisać co myślę, co czuję, co przeżywam w związku z odejściem od nas Ks. Proboszcza. Obawiam się jednocześnie, że nie napiszę tego, co powinnam, co chciałabym, co rzeczywiście istotne – to się nie da ogarnąć całkowicie słowem.
Zaznaczam, że mam krytyczne podejście do ludzi, że najpierw widzę to co ujemne; wady, niedoskonałości, potykanie się, upadki. W każdym znajdę coś, co mi się nie podoba. (Może dlatego, że mam pragnienie Absolutu). To mnie zraża do nich, uprzedza itd., a tym samym odsyła do Boga.
Już chyba od dzieciństwa pragnęłam zetknąć się ze świętym – właściwie z takim ˝pełnym˝ – prawdziwym człowiekiem. I dał mi Pan Bóg tę łaskę, bo o Osobie, o której wspominam, nie można inaczej powiedzieć jak to, że był świętym, tzn. prawdziwym człowiekiem, takim według Bożego modelu. W tej osobie spełniły się moje marzenia. W nim nie znalazłam nic, co by mi się nie podobało. Przeciwnie, zainteresowanie Ks. Proboszczem wzrastało coraz bardziej.
Specjalnych kontaktów z Księdzem nie utrzymywałam. Znałam Go od kilku lat z widzenia. Bliżej zetknęłam się w czasie krótkiego pobytu w Izabelinie, słuchając konferencji rekolekcyjnych dla Sióstr, korzystając ze spowiedzi i jednej dłuższej rozmowy.
Obserwowałam przy każdej okazji – ten Człowiek przyciągał do siebie. Lubiłam patrzeć na Niego i słuchać o Nim. Zastanawiałam się, dlaczego ten Człowiek jest inny. Spokojny, uśmiechnięty, pełen dobroci i miłości, prostoty i pokory.


Pod izabelińskim kościołem.

Ilekroć wspomniałam o Nim lub wspomnę, zawsze Jego osoba stawia mi przed oczy Jezusa z Nazaretu… tyle podobieństwa… Gdyby nie Bóstwo Jezusa Chrystusa, to chyba bym postawiła znak równania.
Ks. Proboszcz miał serce szerokie i wszystkich nim obejmował. Każdy miał dostęp, mógł przyjść i wziąć co mu było potrzebne, a Ksiądz każdemu miał coś do dania. Był jak ten powszedni, czarny bochen chleba… On nie miał jakiejś swojej grupy. Przychodziły dzieci, młodzież, starcy, ubodzy, zamożni, zdrowi, chorzy, kaleki, weseli, smutni – jednym słowem – wszyscy. On widział każdego z osobna i wszystkich jako jedną rodzinę Bożą. Nadprzyrodzona jedność wszystkich leżała Mu bardzo na sercu – podkreślał to przy różnych okolicznościach.


Dzieci pod plebanią.

Parafianie z wizytą u księdza.

Ks. Proboszcz był bardzo głęboki – ta nadprzyrodzoność była widoczna w Jego postaci. Miłował Boga i żył Bogiem, pełnił Jego wolę i żył i troszczył się o Bożą chwałę. On dla siebie nic nie chciał – był ogołocony ze wszystkiego. Przypomina mi się tutaj to ˝nic˝ św. Jana od Krzyża. Życie wiódł bardzo ubogie, umartwione, proste.


Wizyty parafian. Izabelińska plebania.

Jako kapłan był tylko narzędziem, którym Bóg posługiwał się swobodnie. Kochał swoją rodzinę – parafię i służył jej bez wytchnienia – całkowicie oddany – jak dobry Pasterz. Ciągle się umniejszał, a Bóg Go wypełniał i przez to coraz bardziej był w Nim widoczny. Nie zasłaniał Boga sobą – był tak pokorny, tak mały, jak cień – tylko tyle, aby Bóg mógł w Nim być. Ks. Proboszcz dawał Boga, pokazywał Go, świadczył o Bogu. Nie musiał mówić, lub coś czynić – wystarczyło, że był. Jego obecność była płodna.
To był mąż modlitwy – w ustawicznym kontakcie z Bogiem. Miał też i specjalne chwile na modlitwę tylko wyłącznie. Żył w pełni Ewangelią. Ośrodkiem, podstawą wszystkiego w Jego życiu była Msza św. – Ofiara Chrystusa. On nią żył. Chrystus Ukrzyżowany – to podmiot i przedmiot Jego życia. Jego miłości. Chciał, aby wszyscy rozumieli sens Ofiary Chrystusa i żyli Nią.
Życie Ks. Proboszcza było ustawiczną ofiarą. Cierpiał ponad ludzkie siły – fizycznie i moralnie… Wszystko jednak przyjmował – spalał się w rękach Najlepszego Ojca. To był Bohater o heroicznych cnotach – tu przeciętność nie wystarczała.
Widział swoją nędzę, nieudolność – przepraszał za nią. Umiał wesprzeć materialnie, umiał pocieszyć, umocnić, pouczyć, zapalić…
W Jego usta można włożyć słowa św. Pawła: „A nie daj Boże, abym się chlubił, chyba krzyżem Pana naszego Jezusa Chrystusa, itd.” Tak, On tym mógł się chlubić.
W sprawach Bożych był i ostrzejszy, stanowczy. Kiedyś powiedziałam, że opuściłam Komunię św. z powodu języków ludzkich, to usłyszałam: ˝Przepraszam, ale to byłaś bardzo głupia.˝ … Albo też na słowa, że nie znajduję zrozumienia, usłyszałam: ˝Nie potrzeba, aby Cię rozumieli…”
Tak, wystarczy Bóg… Sprawa Boga na pierwszym miejscu. On ma też być codziennym pokarmem każdej duszy. Ks. Proboszcz tak pragnął zachęcić wszystkich do codziennej Komunii św. – by się spotykać z Jezusem Chrystusem – Ofiarą Miłości. Zawdzięczam Ks. Proboszczowi wiele przedtem i teraz. Umocnił mnie w wierze, zapalił do gorliwej służby Bożej. Zrozumiałam, że Bogu należy się całkowicie oddać, że On jedynie godzien jest całkowitego zaufania i miłości. Pokochałam bardziej życie ewangeliczne. Zbliżyłam się do Jezusa Chrystusa – właśnie tego z Nazaretu, którego tak bardzo widziałam w Ks. Proboszczu. Dzięki Księdzu opanowuje mnie coraz bardziej pokój, inaczej zaczęłam patrzeć na świat, na ludzi, na bliższe otoczenie. Nie umiem wszystkiego wyliczyć, zresztą i czasu już brakuje.

Świadectwo s. D. Walkiewicz.

Dziękuję Księdzu Proboszczowi ze szczerego serca i jestem Mu bardzo wdzięczna i pozostanę po prostu za to, że taki był i że miałam to szczęście Go poznać, zetknąć się z Nim.
On pokazał, że świętość jest możliwa i nawet w dzisiejszych czasach, że naśladowanie Jezusa z Nazaretu jest w mocy ludzkiej (oczywiście z łaską Bożą). Chyba nie ma człowieka, który by zetknął się z tym niezwykłym, a takim zwykłym człowiekiem i nie pokochał Go.
Teraz tym bardziej jest mi bliski i kocham Go. Czuję Jego obecność, utrzymuję z Nim kontakt duchowy (bo teraz bardziej może być „mój” niż za życia ziemskiego – gdy mnie prawie nie znał). Pomaga mi, jest ze mną. Modlę się, aby Bóg był jeszcze bardziej w Nim uwielbiony i wyniósł Go na ołtarze – chyba nie będzie miał Ks. Proboszcz nic przeciwko temu.
Siostra z Piwnej lat 34
Wszystko na chwałę Bożą, aczkolwiek nieudolnie.
2 X 1965 r.
s Deodata Walkiewicz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.