Wspomnienia s. Klary Jaroszyńskiej #13

Zapraszamy na kolejny już rozdział wspomnień o ks. Alim spisanych przez s. Klarę pod znamiennym tytułem „Ludzie”.

***

Ludzie

 

W ostatniej chorobie ksiądz Aleksander pisał:

„Świat chorych to jest bardzo specjalny świat. (…) Świat gorączki, bicia serca, potów, bólów, bezsiły i całkowitej zależności. Świat samotności, trwającej miesiącami, albo też gromadnego życia na salach szpitalnych. Na stoliku przy łóżku przecięta cytryna, jakieś wafelki, pół szklanki zimnej herbaty, a w łóżku pod kołdrą czy kocem ciało któregoś z nas. Boleśnie przecięte i zszyte po ciężkiej operacji, rozgorączkowane, opuchnięte, albo w plamach i wrzodach jakiejś skórnej choroby. Właściwie to wszystko jedno, czy ono jest moje, twoje, jego czy jej. Zastrzyk tak samo boli, bezsenność i wymioty tak samo dręczą, guma sondy jest równie dławiąca, opatrunek równie bolesny. (…)

Na sali szpitalnej wszyscy wspólnie przeżywają każdy zabieg, każdą operację. (…) Człowiek chory rozumie chorego, tak jak biedny rozumie biednego. Zdrowie i bogactwo ludzi nie jednoczą, ale choroba i bieda jednoczy i sprawia, że naprawdę można mówić o komunii chorych. Pan Jezus chcąc świat nauczyć miłości włączył się w tę komunię, dał się umęczyć i ukrzyżować. Cierpiał i współczuł (…)”

On san przeszedł przez wszystkie kręgi wtajemniczenia w cierpienie, w bezsiłę, zależność. Ale wtedy właśnie dorósł do napisania tych słów. Mógł wtedy już powiedzieć, że to wszystko jedno czy cierpiące ciało było moje czy twoje, czy też Jego rozpięte na krzyżu.

Świadomość, że się jest jednym organizmem z ludźmi i z Bogiem – to była podstawa powiązań Księdza z ludźmi.

Dziwne były drogi, które go przez ów świat związków z ludźmi wiodły. Wydaje się, jakby Bóg chciał, żeby wszystkiego doświadczył, wszystkiego zakosztował po to, żeby go tej jedności z sobą i ludźmi nauczyć.

Relacje osób, które zetknęły się z Księdzem w ciągu jego życia, są szczelnie wypełnione opisem, jaki był dobry, serdeczny i życzliwy ludziom. Jakby to w nim było najważniejsze, niemal jedyne.

Świadectwo chrztu ks. Aleksandra.

Skąd się to w nim brało? Dobroć była mu wrodzona, to na pewno. To było zawsze „dobre dziecko”. Dobre, łagodne, spokojne, czułe wrażliwe. Jego stosunek do ludzi w dzieciństwie był wykładnią łagodności jego usposobienia, wrażliwości na ludzką dolę oraz chrześcijańskiej tradycji w domu. Niósł swoje ciasteczko niani, gdy był malutki, oddał własną kurtkę chłopcu, którego macocha, jak w złej bajce, wypędziła w mróz itp.

Był jednak tym cichym, skupionym, małomównym dzieckiem, które mniej działa, a więcej myśli, przeżywa i które jest całe skierowane na wewnątrz. Trochę wyobcował się ze społeczności rówieśników. Był introwertykiem, jak mówi jeden z kolegów, już teraz z perspektywy czasu przyglądając się dziwnemu trochę towarzyszowi chłopięcych lat. Chyba tak było naprawdę. Więcej było zdarzeń i przygód wewnętrznych, których doświadczał, niż tych zewnętrznych. Zwalały się na niego jak lawina. Może dlatego tak bardzo się modlił. Koledzy szkolni byli zafascynowani, niemal przerażeni tym faktem zatapiania się w modlitwie jednego z nich. Chodzili podpatrywać Alego na modlitwie i to ich pociągało i przerażało zarazem. Może bali się, że ich owo nieznane wchłonie tak samo jak jego.

A poza tym był dobry. Łagodnie, nieco nieporadnie: „W każdej sytuacji i w każdym miejscu był dobry. Dobroć to jego „natura”. „Nigdy zniecierpliwienia, nigdy jakiejś złośliwości, nigdy złego słowa”- piszą koledzy. „Siasiu, Siasiu!”- przypomina sobie pewien dość niesforny towarzysz jednej ławki. Łagodne, spokojne, cierpliwe upomnienie „Siasiu, Siasiu!” i tyle.

Świadectwo szkolne i dojrzałości młodego Alego.

„Wiecie, Fedorowicz to rura”- powiedział o nim któryś z profesorów. Powiedział zresztą podrażniony trochę wolnym tokiem pewnej odpowiedzi. Ali nie był błyskotliwy. Myślał solidnie, głęboko, samodzielnie, ale powoli. Start zaś miał zawsze opóźniony. Więc ta „rura” odnosiła się raczej do jego właściwości intelektualnych. Choć w pojęciu kolegów może i był trochę „rurą”.

cdn.