Wspomnienia s. Klary Jaroszyńskiej #19

***

Ludzie. cd.

Ksiądz Aleksander patrzy. Ksiądz Aleksander widzi. Ale nie! Nie zawsze. Czasem patrzy, ale nie widzi. Jest trochę dystraktem, albo używając innej, mniej dostojnej terminologii, „rurą”.
Ktoś, jeszcze z tywońskich czasów notuje takie wspomnienie:
„Jednego razu poszedłem załatwić jakąś sprawę do Księdza Alego. Kiedy wszedłem do pokoju, siedział na krześle i odmawiał brewiarz. Pochwaliłem Pana Jezusa i wydawało mi się, że mi odpowiedział. Uśmiechał się, patrzył na mnie i modlił się. Byłem więc przekonany, że mnie zauważył, ale nie chcąc mu przeszkadzać w modlitwie, wziąłem jakąś książkę, zacząłem ją przeglądać, pilnie obserwując modlącego się Księdza. Po półgodzinie skończył, przeżegnał się, złożył brewiarz, podniósł oczy i patrzył spokojnie w okno. Wygląda to tak, jakby myślami był bardzo daleko. Czekałem dobrą chwilę. W pewnym momencie wrócił świadomością do swojego pokoju, otoczenia i nagle z ogromnym zdziwieniem patrząc na mnie powiedział: „Aaa, ty jesteś? Czemu nic nie mówisz?… Przecież musisz wypić coś gorącego!” – i bardzo gościnnie zakrzątnął się koło robienia herbaty. Zrozumiałem, że dopiero w tym momencie uświadomił sobie moją obecność”.
Ks. Aleksander, plebania w Izabelinie.
Bywał więc i w ten sposób roztargniony lub może raczej – w ten sposób skupiony. Przeważnie jednak szybciej dostrzegał innych. Potrafił ich również słuchać. Mało kto umiał to robić tak dobrze, jak on. Pochylony – to prawda, że miał już taką postawę, ale również i nachylony pod nad każdym, kto się do niego zbliża, uśmiechnięty, uważnie wsłuchany w jego słowa. Każdemu, kto jest w obecności Księdza, wydaje się, że jest mądry, interesujący, elokwentny. Ba, czasem nawet ma uczucie, że nad nim góruje. Teraz, przypominając sobie rozmowy z Księdzem, jakżeż żałuje swojej pustej paplaniny, swojego podniecenia, które mu nie pozwoliło zapamiętać tych paru spokojnych rozważnych słów, które on powiedział.
cdn.