Wspomnienia s. Klary Jaroszyńskiej #25

Ręce są przedłużeniem serca. Ksiądz Ali pisał w liście z Instytutu Onkologii z perspektywy pacjenta: „Są ręce dobre, spokojne, stanowcze, ale są ręce obojętne, obce, niecierpliwe. Bardzo wiele od tych rąk zależy”. Jest pomoc i jest pomoc…

***

Ludzie. cd.

Ksiądz biskup odwiedza Księdza w szpitalu: „Ekscelencja pozwoli – mówi Ksiądz zaraz po przywitaniu, wskazując na współtowarzyszy – mój przyjaciel, pan Cuprzyński. Ileż to Pan Cuprzyński miał ciekawych przygód w życiu, był marynarzem, tyle podróżował”. Ksiądz biskup zwraca się z zainteresowaniem do leżącego obok chorego. A on przestaje być „chorym”, znowu jest zwykłym włączonym w normalną społeczność człowiekiem, który w dodatku miał „tyle ciekawych przygód w życiu”.

Eksmarynarz chory na raka, niedorozwinięte dziecko, samotne, przykute do łóżka staruszki, głodujące wdowy to jeszcze nie wszyscy – są jeszcze i zdrowi, silni, mądrzy, bogaci i wpływowi. Czasem się o nich zapomina. A przecież i oni nie mniej potrzebują miłości. Jest na przykład mądry, zacny Ksiądz profesor. Pisze książki, wykłada na wyższej uczelni. Jest pogodny, dobry, elegancki i niezmiernie kulturalny, i właśnie po wielu perypetiach, bo różnie tam się w życiu wiodło, urządził sobie wygodne i piękne ze smakiem mieszkanie. Z zaniepokojeniem oczekiwał pierwszej wizyty księdza Aleksandra. Co powie ten skromny mieszkaniec izabelińskiego „gołębnika”? A Ksiądz ucieszył się serdecznie. „Jak to ładnie, jak miło, jak wygodnie”. Podziwiał, oglądał z zachwytem piękne mieszkanie, uśmiechając się serdecznie i ciepło.

Są w szpitalu różne osoby – ważne i nieważne. Dla Księdza wszystkie ważne, wszystkie widzi.

Salowe, może zacząć od nich? Tyle pięknych słów mówił Ksiądz właśnie o nich.

„Włosy chusteczkami obowiązane, chodzą w szarych sukniach. Biały fartuch zbrudziłby się zbyt szybko. Jak duchy dobroczynne pojawiają się w każdej sali szpitalnej. Podają chorym wodę do mycia, poprawiają łóżka, zamiatają podłogę, wynoszą śmieci, ogarki papierosów, pełne kaczki. One zamiatają korytarze, myją ustępy, spełniają przy chorym posługi, które nazywają najniższymi, a które mają w sobie na pewno pokorę, miłość, świętość. Przygodnie zwerbowane kobiety i dziewczęta bez fachowego wykształcenia, a czasem bez żadnego wykształcenia. Pani Irka, pani Krysia, pani Tereska… Szare, niezauważone. Bez nich szpital nie mógłby istnieć”.

„W tej chwili weszła pani salowa i zaczęła robić porządki; aby lepiej wycierać kurze, wsunęła się na kolana pod lóżko, chociaż jest już starszą kobietą, i wilgotną ścierką wyciera podłogę. Druga wnosi śniadanie. Wczoraj odprawiłem niedzielną Mszę świętą między innymi również dla salowych. Jesteśmy więc wszyscy ze sobą powiązani, jedni od drugich zależni. W momencie, gdy pisałem to zdanie, przyszła pielęgniarka z zastrzykiem… Moi towarzysze rozmawiają przyjaźnie z panią, która wciąż jeszcze przesuwa się pod łóżkami”.

„Świata dzieci nie można zrozumieć bez matki. Prawie zawsze w szpitalu jest ktoś, do którego chorzy zwracają się jak do matki: lekarka, pielęgniarka, czasem salowa. Jeśli tego miejsca nikt nie wypełnia, to los chorych jest smutny, jak smutny jest los dzieci bez matki. Kiedy wchodzi na salę, robi się jasno, pogodnie. Pielęgniarka poprawia poduszki, karmi łyżeczką, kładzie rękę na rozpalone czoło. Ważne zresztą jest nie to, co robi, ale że jest. W nocy wchodzi cicho zobaczyć czy wszyscy śpią, a my czujemy się bezpiecznie i spokojnie jak za dziecinnych lat… 

O drugiej w nocy zapalają się sygnały w dyżurce, na korytarzu. Po chwili do łóżka cicho jak cień zbliża się pielęgniarka. „Siostro zimno mi, jestem cały mokry, spociłem się” – rozlega się płaczliwy szept. Sprawne, zdecydowane ręce wycierają ręcznikiem plecy, ramiona kładą świeżą piżamę. Drzwi zamykają się bez szelestu. Jak dobrze leżeć ciepło, sucho, spokojnie”.

„Siódemka alarmuje. Nad drzwiami zapalił się sygnał świetlny. Cicho wchodzi siostra. Jak żołnierz pod bronią, tak i ona zawsze w białym fartuchu, w kornecie pielęgniarskim na głowie. Dotyka czoła chorego… podaje wodę do picia… Poczciwe są ręce sióstr przygodnych, a tak bliskich. Są ręce dobre, spokojne, stanowcze, ale są ręce obojętne, obce, niecierpliwe. Bardzo wiele od tych rąk zależy”.

cdn.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.